piątek, 29 marca 2013

Wielkanocne JAJA

Nieodłącznym elementem Świąt Wielkanocnych są jajka - kolorowe pisanki, jajka faszerowane różnego typu pastami (z reguły też jajecznymi), w sałatkach jajecznych, w pieczeniach, w galaretkach, babkach, ciastach i deserach. Święta to najlepszy czas na zajadanie się wszystkimi tymi fantastycznymi potrawami.


Jednak często nasuwa się pytanie: czy można jajka jeść bezkarnie? W Święta oczywiście tak :) bo co to za Wielkanoc bez jajek? Do niedawna jeszcze panowało przekonanie, że nie wolno jeść za dużo jajek, gdyż mają bardzo dużo cholesterolu (owszem 200mg w samym żółtku, gdy dzienna zalecana norma wynosi 300mg), ale nie udowodniono, że cholesterol z jajek jednoznacznie wpływa niekorzystnie na poziom cholesterolu w organizmie. Dlatego pragnę jajko trochę "odczarować" i przyjrzeć się co jeszcze w nim siedzi.


Jajko czy kura? Abstrahując już od tego co było pierwsze, jajko pod względem odżywczym jest produktem bezkonkurencyjnym. Po pierwsze zawiera w sobie świetnie przyswajalne (w 94%) aminokwasy egzogenne, których człowiek nie jest w stanie wytworzyć samodzielnie i musi dostarczać je z pożywieniem. Ponadto w jajku odnajdziemy szereg witamin: A, D, E, K oraz witaminy z grupy B, w białku pod skorupką witaminę C, zaś w żółtku beta-karoten i luteinę. To nie wszystko, znajdziemy w nim także cenne składniki mineralne: potas, magnez, sód, miedź, fosfor, cynk oraz wapń oraz kwasy tłuszczowe omega-6 i omega-3.

A co z tym cholesterolem? Nie da się ukryć, że w jajkach jest go sporo, ale z drugiej strony są w nim też substancje, które pomagają się z nim uporać. Po pierwsze lecytyna - rozbija cholesterol na malutkie cząsteczki i nie pozwala żeby przyklejał się do ścianek tętnic. Badania prowadzone na Uniwersytecie w Kansas wykazały, że cholesterol zawarty w jajkach nie przyczynia się do rozwoju miażdżycy, ponieważ towarzyszy mu inny związek – fosfatydylocholina, która zmniejsza wchłanianie cholesterolu z przewodu pokarmowego. Kwasy tłuszczowe omega-3 i omega-6 także pomagają pozbyć się cholesterolu i obniżają poziom trójglicerydów we krwi.
pomagają pozbyć się cholesterolu i obniżają poziomu trójglicerydów we krwi.

http://www.poradnikzdrowie.pl/zywienie/zasady-zywienia/jaka-wartosc-odzywcza-ma-jajko_33713.html
pomagają pozbyć się cholesterolu i obniżają poziomu trójglicerydów we krwi.

http://www.poradnikzdrowie.pl/zywienie/zasady-zywienia/jaka-wartosc-odzywcza-ma-jajko_33713.htmlcc

Ile można jeść jajek? WHO (Światowa Organizacja Zdrowia) dopuszcza jedzenie 10 jajek tygodniowo, łącznie z tymi użytymi do kotletów, ciast, makaronu. Według polskich dietetyków i kardiologów osoby zdrowe mogą jeść 1 jajko dziennie. Ale ten, kto ma podniesiony poziom cholesterolu - maksymalnie 2-3 jaja tygodniowo (właściwie żółtka, bo białka można jeść bez ograniczeń). Im więcej spożywamy warzyw, owoców, a mniej potraw obfitujących w tłuszcze zwierzęce, tym częściej możemy pozwolić sobie na jajko.

Najlepiej przyswajalne są jajka ugotowane na miękko. Wielbiciele jajek na twardo muszą bowiem liczyć się ze znacznymi stratami witamin oraz z obniżeniem wartości odżywczej jajka.

Kupując jajka w sklepie, mamy do wyboru wiele rodzajów jajek. Jak kupić dobre jajka? Czytać co "etykiety", w przypadku jajek będą to wytłoczone (pieczątką) numerki na skorupce.
Co oznaczają numerki na jajach? Na jajku zakupionym w sklepie znajduje się następujący nadruk:


X - XX - XXXXXXXX


X - sposób chowu:
0 - chów ekologiczny - kurki biegają sobie po podwórku, dziubią trawkę, jedzą kamyczki i są szczęśliwe. Niosą piękne, duże i smaczne jajka.
1 - chów z wolnym wybiegiem - kurki są trzymane w zamknięciu, ale mogą wychodzić na wybieg.
2 - chów ściółkowy - kurki przebywają w zamkniętym pomieszczeniu (pewnie jakiejś hali), mogą sobie biegać, ale nie wychodzą na zewnątrz.
3 - chów klatkowy - biedne kurki trzymane w małych klatkach, karmione paszą, życie spędzają na robieniu jajek, te są najmniej szczęśliwe.

XX - Kod kraju, np.
PL - Polska
DE - Niemcy
NL - Holandia
 
XXXXXXXX - Weterynaryjny Numer Identyfikacji Producenta


Warto czytać etykiety, nawet te na jajkach :) Dzięki temu mamy świadomość tego co jemy.




Teraz pozostaje mi już tylko życzyć:

ZDROWYCH, SPOKOJNYCH, RODZINNYCH i POGODNYCH ŚWIĄT,

oraz SMACZNEGO JAJKA !



wtorek, 26 marca 2013

Szczupło i zdrowo – nie tylko na wiosnę



Wiosenne porządki w szafie zmuszają do krytycznej oceny sylwetki zarówno kobiety, jak i mężczyzn. Siłownie pękają w szwach, a na ścieżkach w parku pojawia się coraz więcej osób biegnących. Obserwując to zjawisko można powiedzieć, że co roku historia się powtarza. Śnieg topnieje, a zimowe lenistwo pozostawia na nas swoje zbędne kilogramy – czy musi tak być? Czy nie łatwiej byłoby utrzymywać zdrową i zrównoważoną dietę przez cały rok, bez zimowych skoków wagi?

Smukła sylwetka to nie tylko walor wizualny, ale przede wszystkim wartość zdrowotna. Nadwaga i otyłość są przyczyną wielu problemów i często, pierwszym krokiem do chorób cywilizacyjnych, m.in. nadciśnienia tętniczego. Zmieniając nawyki żywieniowe, regularnie uprawiając sport i redukując masę ciała można poprawić swoją atrakcyjność, ale co ważniejsze – znacząco wpłynąć na samopoczucie oraz zdrowie.

Dieta DASH – wytyczne dla każdego
Wiedząc, jak ważne są właściwe zasady żywienia, światowej klasy eksperci opracowali specjalną dietę dla osób z nadciśnieniem – Dietary Approaches to Stop Hypertension (DASH). Ich zalecenia okazują się idealne również dla osób nie cierpiących na tę chorobę, ale pragnących zmienić swoje życie. Zasady diety DASH są bardzo proste, a po kilku tygodniach stosowania „wchodzą w krew” i niezauważalnie stają się naturalnym elementem codziennego odżywiania. Twórcy diety zalecają spożywanie 6 porcji produktów zbożowych dziennie, przy czym białe pieczywo i makaron zostają zastąpione przez równie smaczny chleb razowy i brązowy ryż. Stanowczo zwiększyć powinna się ilość spożywanych warzyw i owoców, które stanowią doskonałą przekąskę, deser, czy uzupełnienie głównego posiłku, do którego wybierać należy chude mięsa i ryby. W diecie DASH nie rezygnuje się również z nabiału, tj. chude mleko czy jogurty. Zaleca się zamianę tłuszczy zwierzęcych na roślinne, np. oliwę z oliwek lub olej rzepakowy. Nie trzeba też w pełni rezygnować ze słodyczy – 2 do 3 porcji w tygodniu może osłodzić życie nie wpływając negatywnie na organizm.

Twoje SmaDASHne danie
W celu zachęcenia wszystkich do wprowadzania zmian w codziennym jadłospisie, program „Cała Polska leczy nadciśnienie” przygotował specjalny konkurs na SmaDASHny posiłek, gotowany według przepisu opartego o zasady diety DASH. Wystarczy zapoznać się z materiałami edukacyjnymi szczegółowo opisującymi dietę dla nadciśnieniowców, dostępnymi na stronie programu (www.e-medycyna.pl/cpln), oraz stworzyć własny przepis na autorskie danie zgodne z wytycznymi diety. Do wygrania są atrakcyjne nagrody, w tym roczna obecność autorskiego przepisu w menu restauracji Green Way. Do zabawy można włączyć się poprzez aplikację: http://apps.facebook.com/twojedaniedash/.



Lokalne spotkania edukacyjne
W najbliższym 2013 roku, założeniem kampanii „Cała Polska leczy nadciśnienie” jest bycie jak najbliżej Polaków. Z tego też względu, zespół programu odwiedzi różne miasta Polski m.in. Wrocław, Kraków, Bydgoszcz, Poznań, Warszawę oraz Gdańsk, po to, by edukować i zachęcać do zmiany stylu życia. Spotkania, wspierane przez lokalne autorytety w dziedzinie hipertensjologii, jak również władze samorządowe, będą obfitować w najświeższą merytoryczną wiedzę na temat choroby, profilaktyki oraz jej leczenia. Dodatkowo, program zapewni uczestnikom rozmaite atrakcje, gry i konkursy po to, by połączyć edukację z dobrą zabawą. Pierwsze spotkanie odbyło się we Wrocławiu 23 lutego. Kolejne odbędzie się w Krakowie 14 kwietnia. Szczegóły na temat wydarzeń oraz harmonogram wszystkich spotkań znajdą Państwo na oficjalnej stronie kampanii www.e-medycyna.pl/cpln.

Cotygodniowe bezpłatne pomiary ciśnienia
Czasami ciężko jest zmobilizować się do tego, aby stale mierzyć ciśnienie nawet wtedy, gdy posiadamy w swoich zasobach ciśnieniomierz. Dodatkowo wielu z nas ma wątpliwości, czy przeprowadzane samodzielnie pomiary są wykonane poprawnie. Program „Cała Polska leczy nadciśnienie” postanowił o to zadbać i specjalnie dla takich osób przygotował cotygodniowe, bezpłatne Dni Pomiaru Ciśnienia w placówkach medycznych sieci Polmed. Badania będą przeprowadzane w każdy piątek od 11:00 do 14:00 przez profesjonalny personel medyczny, który pokaże jak właściwie przeprowadzać pomiary w domu.

Nie czekaj i rozpocznij walkę o zdrowie!

niedziela, 24 marca 2013

Jedz i chudnij - SOCZEWICOWY PASZTET

Soczewica to jedna z najzdrowszych roślin strączkowych, bogata w białko, wapń i żelazo. Zwykło się uważać, że jest głównym pokarmem wegetarian (pamiętam jako dziecko, jadłam kotlety soczewicowe, które smakowały jak mięsne i nie zorientowałam się wtedy, że były wegetariańskie). U mnie w domu rodzinnym nie jadło się soczewicy, jadłam kilkakrotnie przygotowaną przez kogoś, ale sama nigdy nie pokusiłam się o potrawę z tych pysznych ziarenek - aż do dzisiaj. Okazuje się, że przygotowanie soczewicy jest banalnie proste: przepłukać i gotować 15-20 minut. Nie trzeba wcześniej moczyć, można zapomnieć o soleniu wody, i tak będzie pyszna. Podążając wciąż nurtem odświeżania kuchni na wiosnę (która opornie nie chce do nas zawitać), zrobiłam pasztet, którego głównym składnikiem jest właśnie soczewica. Jak na pierwszy tego typu wypiek, nie wyszedł najgorzej. Smakuje dużo lepiej niż wygląda, a wygląd możecie sprawdzić poniżej na własne oczy:

SOCZEWICOWY PASZTET

Składniki na 12 porcji:


200g suchej zielonej soczewicy
1 dymka ze szczypiorem
3 duże marchewki
kawałek selera korzeniowego
3 jajka
3 łyżki oleju rzepakowego
1 łyżka papryki
1 ząbek czosnku
szczypta gałki muszkatołowej
sól, pieprz
masło do wysmarowania formy


Soczewicę ugotować na papkę przez ok. 30 minut, odsączyć. Marchewki i seler zetrzeć na średnich oczkach tarki. Cebulkę pokroić drobno i podsmażyć na oleju, dusić na małym ogniu, dodać wszystkie przyprawy i dokładnie wymieszać. Przyprawy można dodać wedle upodobania (np. kolendrę, bazylię itd). Połączyć z ugotowaną wcześniej soczewicą, startymi na tarce warzywami i jajkami. Masę przełożyć do formy i zapiekać 45-50 minut w piekarniku nagrzanym do 200°C. 

Najlepiej jeśli forma będzie wyłożona folią aluminiową i delikatnie wysmarowana masłem. Ja piekłam bez folii, pasztet przywarł do foremki i miałam małe problemy z wyciągnięciem, dlatego lepiej wcześniej się na to przygotować. Można też użyć silikonowej foremki, podobno nie przywierają (nie ręczę, gdyż takowej póki co nie posiadam).

Pasztet świetnie smakuje z gęstym kremowym jogurtem, rzodkiewką i pomidorkiem. Nadaje się także jako dodatek do obiadu. Na kolację też się sprawdza :)

Porcja to ok. 120kcal
węglowodany: 11g, białko: 7g, 
tłuszcze: 6g


SMACZNEGO!

piątek, 22 marca 2013

WODA zdrowia doda

Woda to główny składnik ciała człowieka, średnio stanowi ok. 60%. W ciele mężczyzn procentowa zawartość wody jest większa niż w ciele kobiet, także z wiekiem ta zawartość maleje (jako niemowlęta cieszymy się 75% zawartością wody, w wieku dorosłym 60%, zaś w podeszłym wieku woda stanowi ok. 50% masy ciała). Bez wody bylibyśmy tylko wyschniętą masą niezdolną do funkcjonowania, woda jest równie ważna dla zdrowia jak tlen. Im mniejsza beztłuszczowa masa ciała tym mniejsza zawartość wody. Organizm człowieka nie potrafi magazynować większych ilości wody, dlatego musi być dostarczana regularnie, żeby mógł funkcjonować prawidłowo.


Po co nam woda?
Woda w organizmie spełnia wiele ważnych funkcji - jest materiałem do budowy tkanek i komórek (stanowi 75% masy mózgu, a także mięśni), jest rozpuszczalnikiem dla wielu składników i stanowi środowisko dla procesów zachodzących w ciele człowieka. Woda jest niezbędna do prawidłowego procesu trawienia - już w jamie ustnej pozwala na formowanie kęsów, umożliwia przesuwanie jedzenia w przewodzie pokarmowym i zapewnia właściwe działanie enzymów trawiennych. Woda reguluje temperaturę ciała - w sytuacjach kiedy na zewnątrz jest bardzo gorąco albo podczas dużego zużywania energii czy gorączki, gruczoły potowe wydzielają zwiększone ilości potu, który paruje, aby schłodzić ciało i obniżyć jego temperaturę.

Ile należy pić wody?
Zgodnie z zaleceniami WHO (Światowej Organizacji Zdrowia) ilość spożywanej dziennie wody powinna wynosić 30ml na 1 kilogram masy ciała. Czyli prostym rachunkiem osoba o wadze 100kg powinna wypijać 3 litry wody. Taki poziom pokrywa zapotrzebowanie dla wszystkich dorosłych, dobrze odżywionych osób zdrowych. Indywidualne zapotrzebowanie może być bardzo zróżnicowane. Dzieci w wieku 1-3 lat powinny wypijać 1300ml wody, dziewczynki w okresie dojrzewania (16-18 lat) 2300ml, chłopcy (16-18lat) 3300ml.

Zapotrzebowanie na wodę wzrasta także w zależności od temperatury: przy podwyższonej temperaturze i zmniejszonej wilgotności powietrza tracimy wodę z potem, zaś przy niskiej temperaturze organizm wydatkuje więcej energii w celu ogrzania i uniesienia cięższej odzieży i grubych butów. Przebywanie na dużych wysokościach także wzmaga straty wody, w takich warunkach także należy zwiększyć jej spożycie. Bezwzględnie podczas odchudzania oraz zwiększonej aktywności fizycznej należy zadbać o odpowiednią ilość wypijanej wody i wypijać nawet 40ml na kg masy ciała dziennie.

Do dziennej normy płynów można zaliczyć też herbatki ziołowe i soki warzywne, szczególnie polecam je osobom, które mają wrażenie, że woda po prostu przez nie "przelatuje". Nie wliczamy natomiast herbaty, kawy, alkoholu ani słodkich napojów (tym bardziej gazowanych!) - odwadniają organizm i mogą powodować utratę wartościowych składników pokarmowych. Źródłem wody mogą być też owoce składające się z niej w 90-95% - na przykład arbuz.

Za mało wody..
Niedostateczna ilość wypijanej wody może prowadzić do odwodnienia. Nawet niewielki niedobór wody (2-3% masy ciała) obniża wydolność fizyczną, niedobór wynoszący 5-8% powoduje nasilenie niewydolności fizycznej oraz psychicznej, zaś niedobór wynoszący 20% może doprowadzić nawet do śmierci. Odwodnienie może prowadzić do bóli i zawrotów głowy, zaburzeń mowy, zaburzeń rytmu serca, zmian ciśnienia krwi, zaparć, zaburzeń wydalania moczu, suchości skóry i śluzówek i spadku masy ciała. Niebezpieczne jest także przewlekłe niewielkie odwodnienie, które nie powoduje szybkich i bezpośrednich skutków, ale z czasem może prowadzić do ciągłej suchości skóry i śluzówek, związanym z tym zakażeń, zaparć czy zaburzeń układu krążenia.

Za dużo wody..
We wszystkim najważniejszy jest umiar, nadmiar wody także może szkodzić. U osób zdrowych skutki z powodu nadmiernego spożycia wody występują niezwykle rzadko, gdyż organizm stara się na bieżąco wydalać nadmiar płynów, by utrzymać odpowiedni bilans. Niepożądane skutki mogą się pojawić przy wypiciu większych ilości wody na raz (nerki mogą maksymalnie wydalić od 600 do 1200ml wody w ciągu godziny). Kiedyś słyszałam, że wypicie na raz 7 litrów wody może nawet zabić, ale kto dałby radę tyle pochłonąć. Nadmiar wody może prowadzić do osłabienia, nudności, wymiotów, braku apetytu czy obniżenia ciśnienia krwi, ale jak już wcześniej zaznaczyłam występuje niezwykle rzadko.

Jaką pić wodę?
Najnowsze badania wykazują, że najlepiej pić naturalną wodę mineralną średniozmineralizowaną - to znaczy taką, która w swoim składzie ma od 500 do 1500 mg minerałów na litr wody (Aqua Minerale, Cisowianka, Kinga Pienińska, Nałęczowianka). Na rynku możemy znaleźć także wody niskozmineralizowane (zawierają poniżej 500mg minerałów na litr, np. Kropla Beskidu, Żywiec Zdrój) i wysokozmineralizowane (powyżej 1500mg na litr, np. Krynica Minerale, Muszyna Zdrój, Muszynianka, Piwniczanka). Ponieważ zbyt wysokie stężenie niektórych składników mineralnych może być szkodliwe dla zdrowia (np. duża zawartość sodu może być przyczyną nadciśnienia), warto wybierać wodę o średniej wartości minerałów (w myśl zasady, co za dużo co niezdrowo, żeby nie "przedobrzyć"). Z wodami mineralnymi nie należy mylić popularnych wód źródlanych i stołowych, bo chociaż na etykietach często mają wypisane składniki mineralne, to jest ich tak mało, że nie mają żadnego znaczenia dla organizmu człowieka. Nadają się jedynie do gaszenia pragnienia i nawadniania organizmu, ale nie dostarczają żadnych cennych minerałów. Są jeszcze wody lecznicze, te posiadają w swoim składzie bardzo wysoki poziom minerałów (nawet powyżej 4000mg na litr) i uważam, że te powinno się spożywać jedynie po konsultacji z lekarzem (np. moja babcia pije regularnie Słotwinkę, która leczy przewlekłe nieżyty przewodu pokarmowego, choroby z niedoboru magnezu: nerwice, stany stresowe; pomaga usuwać metale ciężkie z organizmu). 

Mitem jest, że należy stanowczo unikać wody gazowanej. W określonych przypadkach (np. nadkwasocie czy zaburzeniach trawienia) twierdzenie to może mieć uzasadnienie medyczne, lecz dla zdrowych ludzi woda gazowana może być bardziej orzeźwiająca i nie mniej zdrowa od niegazowanej. Jest to bardziej kwestia gustu.

Na koniec powiem jeszcze słówko o wodach smakowych - wiele osób się chwali, że nie pije już coli, a pije zamiast tego wodę truskawkową. Prawdę mówiąc, te wody to napoje słodzone cukrem, z dodatkiem sztucznego aromatu i odrobiny witaminy C, więc darujmy sobie sklepowe wody smakowe. Polecam do średniozmineralizowanej wody mineralnej dodać plasterek cytryny, albo kilka listków mięty - pysznie, smakowo i zdrowo.

Na zdrowie!

czwartek, 21 marca 2013

GORZKA CZEKOLADA

Robiąc porządki w szafce słodyczowej (tak, przyznaję że mam taką w domu) znalazłam nieco ponad pół gorzkiej czekolady o 99% zawartości kakao. Prawdziwy rarytas. Oto, co z niej powsto. Wygląda apetycznie?

 
Nie od dziś wiadomo, że najbardziej wartościową wśród czekolad jest czekolada gorzka.  Nie będę się rozwodzić nad czekoladą mleczną wypchaną po brzegi mlekiem w proszku i utwardzanym tłuszczem albo białą która nawet nie jest czekoladą. Tematem dzisiejszej zadumy jest czarna, cierpka w smaku, intensywna gorzka czekolada.

Gorzka czekolada składa się z masła kakaowego, proszku kakaowego i cukru. Zawiera przynajmniej 70% produktów z miazgi kakaowej, najbardziej wartościowa jest ta o największej ilości miazgi czyli 99% i właśnie dzięki temu posiada świetny wpływ na zdrowie i samopoczucie.

To, że czekolada poprawia humor, wiadomo nie od dziś. Każdemu się zdarza sięgnąć po kostkę czekolady, kiedy nastrój nie dopisuje. Warto zadbać, by była to czekolada gorzka. Może nie od razu każdemu musi smakować ta z 99% kakao, dlatego można zacząć od 70% (jest delikatniejsza w smaku), następnym razem wybrać 80% i myślę, że po jakimś czasie nikomu nawet nie przyjdzie do głowy by kupować mleczną tłustą czekoladę nadziewaną truskawkami zrobionymi na przykład z buraków (kiedyś natrafiłam na czekoladę truskawkową, która zamiast truskawek miała w składzie buraki).

Gorzka czekolada działa pobudzająco dzięki zawartości teobrominy, w uproszczeniu substancji podobnej do kofeiny (którą też ma w składzie lecz w niewielkich ilościach), dodatkowo działającej relaksująco i rozluźniająco na mięśnie. Świetnie działa na koncentrację i wspomaga pracę mózgu. Czekoladę poleca się zatem na apatię, zmęczenie, wyczerpanie nerwowe, kłopoty z trawieniem, anemię, spadek wagi i brak apetytu.

Zawarte w ziarnie kakaowym antyoksydanty zwalczają wolne rodniki hamując tym samym proces starzenia się skóry oraz rozwój wielu chorób, w tym serca oraz nowotworów. Dzięki zawartości magnezu, miedzi, potasu oraz innych bioaktywnych związków normalizuje pracę serca. Warto po nią sięgnąć, na przykład gdy dokuczają nam skurcze.

Najnowsze badania pokazują, że zawarte w czekoladzie przeciwutleniacze i witaminy mogą pomagać na kaszel, ograniczać wysoki poziom cholesterolu, poprawiać funkcjonowanie układu odpornościowego i zapobiegać zakrzepom. Sięganie po gorzką czekoladę zalecane jest także osobom, u których występuje skłonność do infekcji dróg moczowych. Gorzka czekolada filtruje nerki i działa moczopędnie.
Już chyba nikogo nie muszę przekonywać, by zamienić zwykłe słodycze na kostkę prawdziwej gorzkiej czekolady.

Warto jednak zachować umiar. Jedynie prawdziwa gorzka czekolada z dużą zawartością kakao jedzona z umiarem, może mieć dobry wpływ na zdrowie. Dlatego nie powinno się jeść więcej niż 1 kostkę czekolady dziennie. Większa ilość może powodować na przykład bóle głowy, gdyż sprawia, że naczynia krwionośne mózgu się rozszerzają.

UWAGA! Tabliczka gorzkiej czekolady może mieć nawet 600 kalorii.

Jako, że sama gorzka czekolada nie należy do ulubionych przysmaków mojego męża, postanowiłam zrobić z niej coś smakowitego, co skusi nawet najbardziej zatwardziałego mleczno-czekoladożercę. Roztopiłam czekoladę w kąpieli wodnej (nie wiedzieć czemu nie zapisały mi się zdjęcia z tego procesu). Zwyczajnie włożyłam pokruszoną czekoladę do szklanej miski i do garnka z wrzątkiem. Wcześniej znalazłam dwie papierowe foremki (niektórzy mówią na to papilotki) do babeczek. Zostały trochę pomięte przez jednego małego intruza, który wdarł mi się do kuchni, ale mimo tego je wykorzystałam. Rozpuszczoną czekoladę rozprowadziłam na papierowych foremkach do muffinek za pomocą silikonowego pędzelka. Wstawiłam do lodówki, po jakimś czasie wyciągnęłam i jeszcze raz nałożyłam warstwę płynnej czekolady. Po wystudzeniu i stwardnieniu w lodówce usunęłam papierek (trzeba to zrobić delikatnie, bo cienka czekolada może się połamać) i takim oto sposobem powstały piękne czekoladowe naczynia na krem z odtłuszczonego serka homogenizowanego z dodatkiem wanilii. Jeden deser udekorowałam posypką czekoladową, drugi malinkami.


Zostało mi w misce trochę czekolady. Wyciągnęłam foremki do ciasteczek, rozprowadziłam pozostałą czekoladę w foremkach na papierze do pieczenia. Serduszko posypałam migdałami (wzbogacając czekoladę dodatkową dawkę magnezu), a ludka (który niestety się w efekcie końcowym połamał) żurawinką i orzechami włoskimi. Po wystudzenia otrzymałam gorzką czekoladę z bakaliami :)

 SMACZNEGO!

środa, 20 marca 2013

Jedz i chudnij - SEROWE KOSZYCZKI pachnące wiosną

Dziś pierwszy dzień astronomicznej wiosny! Wiosna astronomiczna rozpoczyna się w momencie równonocy wiosennej i trwa do momentu przesilenia letniego, jak dziwnie by to nie brzmiało, w tym roku wypada to właśnie dzisiaj :)

Z tej wspaniałej okazji, zachęcam do zjedzenia pierwszego w tym roku wiosennego śniadanka. Jako, że dzień jest wyjątkowy, to i śniadanie takie być powinno. Świętujmy zatem nadejście wiosny astronomicznej wiosną na talerzu, wyczekując z utęsknieniem wiosny za oknem.

Koszyczki serowe bardzo łatwo przygotować, zastąpią miseczkę na sałatkę, surówkę, plasterki wędliny, jajko, cokolwiek nam przyjdzie do głowy - wyglądają apetycznie, są chrupiące i smaczne. Może nie są niskokaloryczne, ale taki dzień jak dzisiaj zdarza się raz w roku, dlatego małe odstępstwo od diety jest wręcz wskazane. Kluczem jak zawsze jest umiar. Myślę, że mogą być także świetnym dodatkiem do wielkanocnego śniadania.

KOSZYCZKI SEROWE

Składniki na 4 koszyczki:
150g parmezanu

Dodatki:
garść mixu sałat
2 jajka
kilka koktajlowych pomidorków
łyżka oliwy z oliwek
przyprawy (np. do kuchni włoskiej, co kto lubi)

Parmezan zetrzeć na małych oczkach. Rozgrzać teflonową patelnię i rozsypać na niej ser w okręgi o średnicy ok. 10cm. Poczekać aż się rozpuści, przełożyć za pomocą drewnianej łopatki na odwrócone do góry dnem szklanki. Poczekać aż ostygną i stwardnieją. Łatwizna, prawda?

Jest jeszcze jeden sposób - roztopienie okręgów sera ułożonych na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia w piekarniku - wystarczy 3 minuty i piekarnik rozgrzany do 180 stopni. Okrągłe serowe placki odwracamy (można nawet z papierem do pieczenia) na szklanki odwrócone dnem do góry formujemy koszyczki i czekamy aż ostygną i stwardnieją.

Każdy może wybrać metodę, która będzie dla niego wygodniejsza, łatwiejsza lub po prostu subiektywnie lepsza - moje koszyczki powstały na patelni.

Zawartość tych smakowitych serowych miseczek to sprawa indywidualna.W moich serowych koszyczkach znalazło się kilka liści różnych sałat, ćwiartki jajka, pomidorki koktajlowe, kropla oliwy i przyprawy. Można też zjeść z pełnoziarnistym tostem.


1 serowy koszyczek (bez zawartości) to ok. 170kcal, 15g białka, 12g tłuszczu



SMACZNEGO!

niedziela, 17 marca 2013

Graj w zielone!

Wczesną wiosną warto wyhodować nowalijki na własnym parapecie, aby mieć pewność, że są bezpieczne i nie zawierają szkodliwych związków. Bardzo łatwo wyrośnie nam szczypiorek, natka pietruszki albo tak ulubiona gdy zbliżają się święta rzeżucha.

Szczypiorek obok żelaza, fosforu i wapnia zawiera dość duże ilości witaminy C, beta-karotenu, kwasu foliowego, witamin z grupy B oraz olejków eterycznych pobudzających przemianę materii i poprawiających apetyt. Specyficzny smak i zapach nadają mu związki siarki (fitoncydy), które mają działanie bakteriobójcze. Dlatego szczypiorek wspomaga odporność, wzmacnia naczynia krwionośne, obniża ciśnienie oraz łagodzi dolegliwości układu moczowego. Dodatkowo świetnie działa na cerę, wzmacnia włosy i paznokcie.
Szczypiorek nie nadaje się do gotowania ani pieczenia - pod wpływem gorącej temperatury gorzknieje, dlatego najlepiej wykorzystać go w wersji drobno posiekanej do posypania kanapek, twarożku, potraw z jajek, surówek czy sałatek. Doda potrawom pikantnego smaku i aromatu, ale w delikatniejszy sposób niż cebula czy czosnek.

Cebulki szczypiorku wsadzamy do doniczki z dobrą ziemią, można też zasiać go z nasionek. Aby mieć stale świeży, najlepiej wysiewać co 2-3 tygodnie.


Rzeżucha jest bogata w łatwo przyswajany jod, ponadto zawiera pewne ilości witamin A, B1, B2, E, PP oraz siarkę, chrom, potas, mangan, magnez i wapń. Jedzenie rzeżuchy zalecane jest osobom cierpiącym na cukrzycę (obniża poziom cukru we krwi, zaś zawarty w niej chrom wspomaga prawidłową pracę trzustki), osteoporozę (ze względu na wapń i mangan), anemię, dolegliwości tarczycy, chorobę wieńcową, reumatyzm, mających kłopoty z krążeniem, z problemami skórnymi i z paznokciami. Rzeżucha ma właściwości oczyszczające organizm, poprawia apetyt i wspomaga trawienie. Dezynfekuje na jamę ustną i układ pokarmowy, ale trzeba uważać na ilość zjedzonej rzeżuchy, gdyż jest silnie moczopędna. Rzeżucha także zawiera olejki eteryczne w skład których wchodzą związki siarki (np. glikozyd izosiarkocyjanowy) i przez to ma specyficzny smak, dzięki któremu jest doskonałym dodatkiem do różnych potraw. Nadaje się nie tylko do kanapek, ale także do różnego rodzaju, sałatek, surówek, zup, sosów czy masła.
 
Rzeżuchę wysiewa się z nasionek na wacie lub gazie (z doświadczenia wiem, że można nawet na płatkach kosmetycznych). Wystarczy talerz lub płaskie naczynie wyłożyć watą, zwilżyć, posypać nasionkami i dbać by miały wilgoć i dostęp do światła. Rzeżuchę obcina się nożyczkami tuż nad watą.




Natka pietruszki jest niezwykle bogata w witaminy, szczególnie w witaminę C (łyżka pietruszki zawiera dzienne zapotrzebowanie na tą witaminę). Zawiera też sporo beta-karotenu, kwasu foliowego, witaminy PP, E, D i K oraz bardzo dużo żelaza, wapnia i potasu. Tak naprawdę pietruszka jest dobra na wszystko - zaspokaja najważniejsze potrzeby witaminowe organizmu, działa oczyszczająco, usuwa nadmiar wody z organizmu, wzmacnia odporność, działa przeciw wolnym rodnikom, przeciwdziała anemii i krzywicy. Doskonale wpływa na trawienie i przemianę materii, pobudza wydzielanie śliny i soku żołądkowego.  Zjedzona na surowo nać zapobiega również wydobywaniu się przykrych zapachów z jamy ustnej. Natka zawiera także prowitaminę A, która ma wpływ na nasz wzrok, szczególnie o zmierzchu. Natka pietruszki świetnie nadaje się do zup, sosów, gulaszu, sałatek, surówek, na kanapki, do potraw z jajek, sera i do ziołowego masła - ożywi i odświeży każdą potrawę.
 
Domowa uprawa pietruszki jest niezwykle prosta - do doniczki z dobrą ziemią wsadzamy co kilka centymetrów korzenie pietruszki i podlewamy obficie. W niedługim czasie korzenie wypuszczą natkę.








Chyba nie muszę już nikogo zbytnio przekonywać do założenia domowej hodowli nowalijek. Sama właśnie wysiałam rzeżuszkę i już się nie mogę doczekać twarożku z dodatkiem tej pysznej zieleninki.


Specyficzny smak i zapach nadają mu związki siarki, które mają lecznicze właściwości.

http://www.poradnikzdrowie.pl/zywienie/zasady-zywienia/Wartosci-odzywcze-zieleniny-rzezuchy-natki-pietruszki-szczypiorku-kopru-szpinaku_35069.html
Specyficzny smak i zapach nadają mu związki siarki, które mają lecznicze właściwości.

http://www.poradnikzdrowie.pl/zywienie/zasady-zywienia/Wartosci-odzywcze-zieleniny-rzezuchy-natki-pietruszki-szczypiorku-kopru-szpinaku_35069.html

czwartek, 14 marca 2013

Jedz i chudnij - MIELONE z NIESPODZIANKĄ

Kto powiedział, że kotlety mielone to proste i nudne danie? Nieprawdą jest też, że jedynym sposobem ich przygotowania jest smażenie w głębokim tłuszczu. Dziś przedstawię Wam moją wersję kotletów mielonych, nadziewanych kolorowymi warzywami i serem feta, dodatkowo - pieczonych w piekarniku. Kto spróbuje na pewno będzie zachwycony. Oprócz tego, że ładnie wyglądają, smakują równie wyśmienicie, no i udało mi się je trochę "odchudzić". 

KOTLETY MIELONE z NIESPODZIANKĄ

Składniki na 4 porcje:

500g mięsa mielonego (ja użyłam wołowiny, ale może być także wieprzowo-wołowe, albo jagnięce)
1 ząbek czosnku
1 jajko
1/2 doniczki posiekanej bazylii (najsmaczniejsza jest świeżo siekana, ale 2 łyżki suszonej też będzie ok)
łyżeczka soli
czarny pieprz do smaku (najlepiej świeżo mielony)

100g cukini
100g czerwonej papryki
100g sera feta light
sól, pieprz, oliwa

tłuszcz do nasmarowania naczynia żaroodpornego - masło lub oliwa z oliwek

Mielone mięso należy dokładnie wymieszać z jajkiem, przeciśniętym przez praskę czosnkiem i bazylią, doprawić solą i pieprzem. 

Cukinię i paprykę pokroić w drobną kostkę i przez około 5 minut zrumienić na patelni na odrobinie oliwy. Po zdjęciu z ognia dodać pokrojony w kostkę ser feta i wymieszać. Doprawić solą i pieprzem.

Mięso podzielić na 8 części i uformować z nich kulki. W każdej zrobić palcem otwór i napełnić go nadzieniem. Zakleić i przełożyć do nasmarowanego masłem naczynia żaroodpornego. Zapiekać w piekarniku nagrzanym do 250°C przez ok. 15 minut.



1 porcja (2 kotlety) to ok. 295kcal;  białko 32g; węglowodany: 3g; tłuszcze: 17g


Świetnie smakują z gruboziarnistą kaszą, np. pęczakiem oraz świeżą sałatą. Należy pamiętać, że aby posiłek był dobrze zbilansowany, należy uzupełnić go o porcję węglowodanów złożonych, same kotlety mają ich śladową ilość.

SMACZNEGO! 

niedziela, 10 marca 2013

WIOSNA na TALERZU, czyli odchudzanie czas zacząć

W promieniach wiosennego słońca wszystko widać wyraźniej - szczególnie dodatkowe fałdki tłuszczu, które nagromadziły się podczas długiej zimy. Niestety tak jesteśmy zaprogramowani, że zimą łatwiej nam przybrać na wadze i wiele osób boryka się z problemem kilku nadprogramowych kilogramów w przededniu wiosny. Dlatego zanim jeszcze nadejdzie prawdziwa wiosna (przeżywamy akurat niespodziewany powrót zimy) warto zmienić swoje nawyki, by tych niepotrzebnych wałeczków się pozbyć.


Najlepiej zacząć od zmian w jadłospisie. To naprawdę nie jest trudne. Jeśli obawiasz się, że Ci się nie uda - skorzystaj z kilku rad, dzięki którym będzie Ci łatwiej zmienić swoje nawyki na zdrowe.

Niedawno pisałam o stereotypach w odżywianiu, dziś zacznę też od psychologicznej strony naszego postanowienia i mocy odpowiedniego formułowania celów. Odchudzanie zaczyna się w głowie, trzeba odpowiednio się nastawić, zmotywować, podjąć decyzję i trzymać się planu. Wiele osób na wiosnę robi postanowienia: "wezmę się za siebie", "zmienię styl życia na zdrowszy", "odchudzę się", "będę jeść zdrowo", ale niewiele one nowego wnoszą do ich codziennego życia - są zbyt ogólne. Aby łatwiej było wprowadzić je w życie, warto wziąć kartkę papieru i zapisać co dokładnie zostanie zmienione. Takie zmiany muszą być konkretne i szczegółowo określone, bo jeśli będą zbyt ogólne, łatwiej będzie się usprawiedliwiać i oszukiwać samych siebie. Łatwiej jest wprowadzać zmiany małymi kroczkami, by w efekcie dotrzeć do celu (odchudzenia, prowadzenia zdrowego trybu życia, zmiany nawyków żywieniowych). To tak jak z każdym projektem, ważne jest planowanie i realizacja planu krok po kroku. Jeśli styl odżywiania znacznie odbiega od nazwijmy to "zdrowego modelu odżywiania" można stopniowo wprowadzać nowe zasady, na przykład co tydzień jedną nową, w dłuższej perspektywie zaprocentuje to lepszym zdrowiem i figurą, a organizm nie dozna szoku zmiany wszystkiego"na raz" w sytuacji kiedy nagle chcemy zmienić wszystkie nawyki żywieniowe.

Jakie więc czynić postanowienia? Proponuję listę najbardziej popularnych i pomocnych (oczywiście w moim subiektywnym odczuciu), które każdy może wykorzystać według własnych priorytetów i potrzeb:

- zadbam o różnorodność spożywanych posiłków - postaram się jeść posiłki zgodnie z piramidą zdrowego żywienia, tak aby dostarczyć organizmowi wszystkich niezbędnych składników odżywczych.

- będę pić minimum 1,5 litra wody dziennie - picie odpowiedniej ilości wody jest jednym z kluczy do zrzucenia wagi.

- będę jeść posiłki regularnie - najlepiej spożywać 3-4 posiłki o stałych porach, przerwy między nimi nie powinny być dłuższe niż 4h. Przy małej częstotliwości odżywiania organizm spowalnia tempo przemiany materii, redukuje tkankę mięśniową i zwiększa zasoby tłuszczu. Śniadanie to najważniejszy posiłek dnia, można dodać jeszcze zasadę "nie wyjdę z domu bez śniadania", a kolacja nie powinna być zjedzona później niż 2-3h przed położeniem się do łóżka.

- nie będę podjadać - podjadanie to główne źródło nadprogramowych kalorii. Poza zaplanowanymi posiłkami nie powinno się przegryzać orzeszków, batoników, owoców, cukierków itp.

- koniec z "dokładkami" - na talerz należy nakładać całą porcję, ponowne napełnianie talerza może prowadzić do utraty kontroli nad ilością jedzenia podczas posiłku.

- ograniczę słodycze - słodycze dostarczają tylko pustych kalorii oraz często zawierają niezdrowe utwardzane tłuszcze roślinne (kwasy tłuszczowe trans). Jeśli bardzo dokucza brak słodkiego smaku w diecie, można słodycze zastąpić owocami, ale też nie można ich jeść bezkarnie, należy traktować je jako posiłki i wliczać do bilansu kalorycznego diety.

- przestanę słodzić herbatę/kawę - na początku może być trudno, ale najpóźniej po miesiącu wypicie słodkiej herbaty nie będzie już przyjemnością.

- będę jeść powoli - najlepiej w skupieniu i przy stole w kuchni. Karygodne jest jedzenie i jednoczesne oglądanie telewizji lub czytanie gazety (badania pokazują, że ludzie którzy skupiają się na innych rzeczach podczas jedzenia, zjadają średnio 15% więcej).

- będę używać mniej tłuszczu - metod jest wiele: zamiast smażyć na głębokim tłuszczu lepiej użyć patelni teflonowej lub grillowej; mięso i ryby można przyrządzić w parowarze lub piekarniku, w folii, w naczyniu żaroodpornym.

- ograniczę spożycie soli - należy pamiętać, że sól jest dodawana do wielu produktów żywnościowych (serów, wędlin, konserw, kiszonek, wędzonek, zup w proszku, mieszanek warzywnych itd.)

- będę unikać jedzenia poza domem - najlepiej posiłki przygotowywać samemu, wtedy mamy pewność, że posiłek jest świeży i nie ma w nim nadmiaru tłuszczu, soli i cukru (czyli trójcy fastfoodów).

- ograniczę alkohol - kufel jasnego piwa to ok. 250 kcal, lampka czerwonego wina - 115kcal, kieliszek wódki - 110kcal. Wniosek z tego, że alkohol jest bardzo kaloryczny i dodatkowo nie posiada żadnych niezbędnych składników odżywczych.

będę ćwiczyć - regularny wysiłek fizyczny to same korzyści dla organizmu (lepsza przemiana materii, sprawniejszy układ odpornościowy, większa sprawność fizyczna i intelektualna, wzrost beztłuszczowej masy ciała, poprawa stężenia cholesterolu i trójglicerydów, wyrównanie poziomu glukozy we krwi itd.). Można zacząć na przykład od 3 razy w tygodniu po 30 minut i stopniowo zwiększać intensywność i czas trwania ćwiczeń.

Myślę, że to najważniejsze zasady, których łamanie może prowadzić do nadwagi lub otyłości, a przestrzeganie pomoże bez wątpienia utrzymać lub wypracować piękną sylwetkę i zdrowe ciało. Niełatwo będzie wprowadzić wszystkie zasady naraz, dlatego proponuję co tydzień włączać do realizacji jeden czy dwa punkty. Warto wciągnąć też domowników w plan zdrowego odżywiania, na pewno się przekonają jedząc dania, które oprócz tego że są zdrowe, będą też bardzo smaczne. Zachęcam do korzystania z moich przepisów, które wymyślam, sprawdzam, gotuję, piekę, paruję, testuję, improwizuję i smakuję w mojej kuchni. Nie mogę się już wprost doczekać szparagów, sałaty i truskawek...


sobota, 9 marca 2013

Jedz i chudnij - RYBA po FRANCUSKU

Ryby są niezbędnym elementem diety, uzupełniającym dietę człowieka w elementy i składniki niezbędne do utrzymania kondycji i zdrowia. Mięso ryb to przede wszystkim źródło pełnowartościowego białka, które jest lekkostrawne i łatwo przyswajalne. Zawiera również liczne sole mineralne: fosfor, cynk, selen, jod, potas, wapń i magnez. Chude gatunki ryb są źródłem witamin z grupy B, tłuste - zawierają witaminy A i D. Jednym z głównych czynników plasujących ryby na drabinie wartości odżywczych, są kwasy tłuszczowe omega3.

Ryby tłuste to m.in.: makrela, sardynka, łosoś, tuńczyk, śledź, węgorz, halibut; ryby chude to m.in. dorsz, morszczuk, okoń, sandacz, szczupak, mintaj.

Niestety pod względem spożycia ryb, Polska na tle Europy wciąż wygląda blado. Cały czas wolimy schabowego z kapustą lub mielone, a rybę najczęściej smażymy w panierce na patelni. Nie jest to najzdrowszy sposób przyrządzania ryb, dlatego chciałabym Was zainspirować do wypróbowania innych metod, niż te najpopularniejsze. Proponuję rybkę upiec, voila:

 
RYBA po FRANCUSKU

Składniki na 4 porcje:

4 filety białej ryby (sola, mintaj, halibut), każdy po ok. 150g
800g ziemniaków
100g sera pleśniowego (np. gorgonzola)
100ml mleka
100ml śmietany 12%
2 łyżki oliwy z oliwek
2 łyżki musztardy
sól
biały pieprz
oliwa do natłuszczenia blachy

Ziemniaki obrać i pokroić w cieniutkie plasterki (ja użyłam specjalnego otworu w tarce, można też użyć obieraczki albo noża do sera). Wrzucić na lekko osolony wrzątek i gotować ok. 5 minut. Odcedzić i przestudzić.

Filety z ryby (ja użyłam mintaja) umyć i osuszyć, następnie doprawić solą i pieprzem. Wyłożyć na wysmarowaną tłuszczem blachę, a wierzch filetów posmarować musztardą. Na filetach ułożyć dachówkowo ok. 500g ziemniaków w plasterkach, posmarować po wierzchu oliwą (najlepiej przy użyciu silikonowego pędzelka). Wstawić do piekarnika nagrzanego do 200°C na ok. 15minut.

Pozostałe ziemniaki utłuc, wymieszać z mlekiem i śmietaną, przełożyć do garnka i zagotować. Zdjąć z ognia. Do ziemniaczanego sosu dodać pokrojony w kostkę ser pleśniowy i mieszać do czasu aż się rozpuści. Przyprawić do smaku solą i pieprzem.

Filety wyjąć z piekarnika i ułożyć na talerzu. Podawać z sosem ziemniaczanym.
 



1 porcja zawiera ok. 450kcal, białko: 36g, węglowodany: 35g, tłuszcz: 20g 



SMACZNEGO! 

Rybę po francusku podaję z surówką z kapusty pekińskiej. Siekam jedną małą kapustę, dodaję utartą dużą marchewkę, starte winne jabłko, drobno pokrojonego małego pora. Doprawiam solą, pieprzem i dodaję odrobinę oliwy z oliwek. Można też dodać trochę siekanej pietruszki. Mieszam dokładnie i gotowe. Nic prostszego.





środa, 6 marca 2013

Witaminki z mrożonki

Wiosna już tuż tuż, ostatnich kilka słonecznych dni rozjaśniło codzienną szarość i burość. Sezonowych warzyw wciąż jeszcze brak, ale już niebawem pojawią się nowalijki. Czekam na to z utęsknieniem. Do tego czasu jednak trzeba zadbać o odpowiednią porcję witamin. Aby jadać zdrowo, warto przynajmniej zimą i wczesną wiosną sięgać po mrożonki. Temperatura poniżej -18°C chroni jedzenie przed utratą składników odżywczym i atakiem bakterii. Zakonserwowane w mroźnej temperaturze pożywienie zachowuje nawet dwa razy więcej wartości odżywczych niż produkty pasteryzowane, powodem jest wysoka temperatura która niszczy wiele witamin (w szczególności witaminę C i witaminy z grupy B). Podczas mrożenia produkty tracą tylko 20% witaminy C (dla porównania - w syropach tracimy średnio 75%, w kompotach i dżemach powyżej 35%). Mrożone owoce tracą witaminę A tylko w 5-10%, a mrożone warzywa w 20-30%. Straty witamin B1 i PP są też znacznie mniejsze niż obserwuje się to przy innych metodach przechowywania żywności. Ważną zaletą mrożonek jest to, że także podczas ich gotowania straty witamin są mniejsze niż w przypadku gotowania świeżych owoców i warzyw. Danie sporządzone z mrożonki wymaga krótszej obróbki niż ze świeżych owoców i warzyw, więc to również zachęca do korzystania z mrożonek. Ważne jest oczywiście to, w jaki sposób żywność jest zamrażana, jak przechowywana i ile czasu leży w zamrażalniku. Poniżej ściągawka - jak długo można trzymać jedzenie w zamrażalniku, by je móc zjeść bez obaw:

- owoce, warzywa i soki można przechowywać w zamrażalniku nawet 24 miesiące
- ziemniaki i produkty z ziemniaków (np. frytki) także 24 miesiące
- mięso 15-18 miesięcy
- wędliny, kiełbasy 12 miesięcy
- ryby 12 miesięcy
- nabiał (np. twaróg) 12 miesięcy
- wypieki (pieczywo, ciasta) 12 miesięcy
- surowe ciasto 24 miesiące
- gotowe dania, mrożonki 18-24 miesięcy (lub data ważności na opakowaniu)

Warto przejrzeć od czasu do czasu zawartość zamrażalnika i sprawdzić czy na pewno można jeszcze skorzystać z produktów, które się tam znajdują. Polecam też przygotowywanie mrożonek samodzielnie, wtedy mamy pewność co zjadamy. Co można mrozić? Tak naprawdę prawie wszystko - z produktów które mroziłam nie polecam jedynie ogórków (po rozmrożeniu stawały się wodniste i kompletnie bez smaku). Najlepiej mrozić produkty sezonowe (wtedy są najsmaczniejsze i mają najwięcej składników odżywczych) - jeśli mamy świeżą pietruszkę to warto pokroić, zawinąć w folię i zamrozić (niesamowicie wygodna jest mrożona pietruszka do zupy zimą), porcje warzywne na wywar (marchewka, seler, pietruszka) zaoszczędzają czas gdyż wyciągamy w lodówki obrane i pokrojone warzywka prosto do zupy, a mrożone truskawki przywołają smak lata, gdy na dworze zimno.